guyglodis learningwarereviews humanscaleseating Cheap NFL Jerseys Cheap Jerseys Wholesale NFL Jerseys arizonacardinalsjerseyspop cheapjerseysbands.com cheapjerseyslan.com cheapjerseysband.com cheapjerseysgest.com cheapjerseysgests.com cheapnfljerseysbands.com cheapnfljerseyslan.com cheapnfljerseysband.com cheapnfljerseysgest.com cheapnfljerseysgests.com wholesalenfljerseysbands.com wholesalenfljerseyslan.com wholesalenfljerseysband.com wholesalenfljerseysgest.com wholesalenfljerseysgests.com wholesalejerseysbands.com wholesalejerseyslan.com wholesalejerseysband.com wholesalejerseysgest.com wholesalejerseysgests.com atlantafalconsjerseyspop baltimoreravensjerseyspop buffalobillsjerseyspop carolinapanthersjerseyspop chicagobearsjerseyspop cincinnatibengalsjerseyspop clevelandbrownsjerseyspop dallascowboysjerseyspop denverbroncosjerseyspop detroitlionsjerseyspop greenbaypackersjerseyspop houstontexansjerseyspop indianapoliscoltsjerseyspop jacksonvillejaguarsjerseyspop kansascitychiefsjerseyspop miamidolphinsjerseyspop minnesotavikingsjerseyspop newenglandpatriotsjerseyspop neworleanssaintsjerseyspop newyorkgiantsjerseyspop newyorkjetsjerseyspop oaklandraidersjerseyspop philadelphiaeaglesjerseyspop pittsburghsteelersjerseyspop sandiegochargersjerseyspop sanfrancisco49ersjerseyspop seattleseahawksjerseyspop losangelesramsjerseyspop tampabaybuccaneersjerseyspop tennesseetitansjerseyspop washingtonredskinsjerseyspop
Newsy z regionu — Thursday 11.02.2016

Nie jest sztuką zapisać dziecko na zajęcia, albo przyjąć na listę. Sztuką jest je zatrzymać – o pracy Miejskiego Ośrodka Kultury w Kobyłce opowiada Małgorzata Głębicka, dyrektor tej placówki.

 

 

 

 

Moja Gazeta Regionalna: Mija właśnie 5 lat, od kiedy kieruje Pani Miejskim Ośrodkiem Kultury w Kobyłce…

Małgorzata Głębicka, dyrektor MOK: Rzeczywiście, 2 lutego minęło 5 lat. To kawał czasu. Jak teraz analizuję, w zasadzie to, co sobie założyłam na tamten moment, wszystko zrealizowałam.

Poprosimy o kilka przykładów.

Planowałam stworzenie Uniwersytetu III Wieku – działa, funkcjonuje. Powstała kameralna, ale bardzo zintegrowana grupa studentów. Uniwersytet ma świetną opinię w powiecie. Odwiedziło nas bardzo dużo interesujących wykładowców. Jestem dumna, że ten uniwersytet działa w Kobyłce.

Ilu liczy członków?

Stałych członków jest ok. 50. Ale co chwilę ktoś się dopisuje. Cieszę się, że w każdą środę są półtoragodzinne zajęcia dla naszych studentów.

Kolejny projekt, który udało się zrealizować, to Dziecięca Akademia Nauki. Tam też jest zapisanych ok. 50 aktywnych uczestników.

Nasza Akademia Dziecięca nastawiona jest na praktykę – dzieci spotykają się 2 razy w miesiącu, w sobotę. Są zachwycone zajęciami, eksperymentami chemicznymi, bardzo podobają im się zajęcia manualne. Działa od 1,5 roku, właśnie zakończyliśmy kolejny semestr.

I chcą przychodzić na zajęcia w soboty? Wiem, jak trudno jest wyciągnąć młodych z domu, od komputera, w wolny dzień, kiedy mogą sobie dłużej pospać…

To wszystko zależy od opiekuna, koordynatora zajęć. Mamy bardzo fajną panią koordynator, śmiem użyć słowa, zwariowaną – Agnieszka Obłąkowska-Suchanek to kobieta, której pasją jest chemia. Robi z dziećmi mnóstwo różnych eksperymentów.

Mamy tu innych świetnych wykładowców, fachowców z różnych dziedzin. Właśnie jesteśmy przed wystawą z Centrum Kopernika. Myślę, że będzie to wystawa weekendowa, by mogły ją obejrzeć uczniowie wszystkich naszych szkół.

Działamy aktywnie. Gdyby nie ludzie, z którymi pracuję, gros rzeczy nie udałoby się zrobić.

Sztuką jest też nawiązać współpracę z właściwymi osobami…

No właśnie. Muszę tu wymienić choćby Martę Wiśniewską – Mandarynę, która współpracuje ze mną od początku. Na chwilę obecną jej sekcje łącznie liczą ok. 70 dzieci. I co najważniejsze – ciągle ich przybywa.

Tak naprawdę wszystko zależy od tego, w jaki sposób pracuje instruktor: jeśli jest systematyczny, nie spóźnia się, przyjeżdża na każde zajęcia, to rodzice doceniają jego pracę i chętnie dzieci przyprowadzają. Marta z instruktorami z MDS Studio w środy i piątki wymienia się na zajęciach, ale one zawsze się odbywają.

W MOK są różne formacje taneczne – duety, soliści – które aktywnie uczestniczą w różnych konkursach w Polsce. Dzieci mają prawdziwą pasję i frajdę. Były na Mistrzostwach Świata i zajęły 11 miejsce, a proszę mi wierzyć, jest to duży sukces. I to osiągnęła formacja, która ćwiczyła ze sobą tylko rok. Jestem z nich bardzo dumna.

Nie jest sztuką zapisać dziecko na zajęcia, albo przyjąć na listę. Sztuką jest je zatrzymać, zainteresować, mieć pewność, że te dzieci, które zapisały się we wrześniu, przyjdą na zajęcia w roku następnym.

Kolejna rzecz, którą zaplanowałam i udało się nam zrealizować, to herbaciarnia. Otwarta popołudniami, gdy zaczynają się zajęcia. Korzystają z niej chętnie uczestnicy zajęć w MOK i nie tylko.

Działa tu również Klub Seniora.

Tak i jest bardzo aktywny. Przed chwilą obchodził 15-lecie i bardzo utożsamia się z Miejskim Ośrodkiem Kultury. Mimo że początki naszej współpracy były trudne, dążyliśmy do tego, by znaleźć współgrać, a nie przeszkadzać sobie nawzajem. Tak działać, by każdy miał swój kącik dla siebie. Stąd pomysł, by przenieść czwartkowe imprezy na soboty, by seniorzy mogli swobodnie potańczyć.

Uczestniczyłam w niejednej tanecznej imprezie naszych seniorów. Każdemu życzę takiej aktywności w ich wieku. Sobie również – bardzo bym chciała mieć tyle werwy i energii, co oni. Z tego miejsca składam też podziękowania dla całego zarządu Klubu Seniora, za to, że jest bardzo aktywny.

Ilu członków liczy Klub Seniora?

Na liście jest 138 osób. Członkowie Klubu Seniora, jako formacji działającej przy MOK, płacą symboliczne wpisowe – 5 zł na rok. My w dużej mierze utrzymujemy ten klub. Finansujemy wycieczki autokarowe, staramy się o sponsorów.

 

Kto może być członkiem Klubu?

Nie ma ograniczeń wiekowych, nie musi być emerytem, w zajęciach uczestniczą wszyscy zainteresowani. Jest to grupa osób, która zwyczajnie chce się spotkać, potańczyć.

Czego brakuje w Klubie Seniora? Mężczyzn! Lwia część członków to jednak kobiety. Chociaż na imprezach tanecznych pojawiają się również mężczyźni. Ale kobiety też się ze sobą świetnie bawią. To tak aktywna grupa osób, że ja im po prostu zazdroszczę energii.

Staramy się, żeby nasze relacje i nasze współistnienie było sympatyczne i miłe. Myślę, że udało nam się taki stan osiągnąć.

 

Przy MOK działa też kino.

To kolejny projekt, który z powodzeniem realizujemy. Nasze kino ma już półtora roku: otwarcie odbyło się we wrześniu 2014 roku. Udało nam się nawiązać do tradycji, do historii kina w Kobyłce – bo kino kiedyś tu  istniało, nazywało się „Łoś”, ale się spaliło. I nawet mamy oryginalny rząd drewnianych krzeseł, które u nas służą jako eksponat, właśnie z tego kina.

Natomiast jest to zupełnie inny projekt – jest to sieć kin kameralnych, tanich, studyjnych. Podpisaliśmy umowę partnerską z Krajową Izbą Gospodarki Elektroniki oraz z siecią „Kin za Rogiem”, którą stworzył Grzegorz Molski, twórca kanału Kino Polska. Na chwilę obecną jest ich ok. 50 w całej Polsce. Plany są bardzo szerokie. Lada moment będziemy aktywować Filmowy Klub Dyskusyjny. Bo też chciałabym zmotywować młodych ludzi do udziału w tym przedsięwzięciu.

Kino funkcjonuje dość aktywnie. W zeszłym roku z jego oferty skorzystało ok. 3 tys. osób – to jest naprawdę dobry wynik. Było ponad 100 seansów. Mogą niektórzy narzekać na repertuar, bo nie jest to kino multipleksowe. Mamy bibliotekę, z której korzystamy. W tej bibliotece znajdują się zarówno filmy nowe, choć może nie hity, bo np. Gwiezdnych Wojen emitować nie będziemy, jak i stare, prawdziwe rarytasy.

Co jest głównym atutem tych kin? Dobra jakość odbioru. Mamy wygłuszone ściany, pokryte specjalną farbą, która nie odbija światła na tyle, by przeszkadzała widzom w odbiorze. Posiadany przez nas sprzęt jest bardzo wysokiej jakości. Korzystamy z dobrego rzutnika. Ktoś kiedyś zarzucił na jakimś forum, że w takim kinie wystarczy prześcieradło na ścianę i rzutnik. No właśnie nie. Wszystkich, którzy twierdzą, że to nie jest kino, chciałabym wyprowadzić z błędu. To jest prawdziwe kino cyfrowe, bardzo dobrej jakości.

 

Ile osób może pomieścić sala kinowa?

Z założenia „Kino za Rogiem” jest dla 20,40, 60 osób. Nasze zmieści 40 osób.

Myślę, że atutem naszego kina są tanie bilety: 2.50 zł dla dzieci i 5 zł dla dorosłych. Zaletą jest również to, że możemy sobie zamówić seans prywatny, zamknięty, o wybranej godzinie.

Mam ochotę przyjść z rodziną, to sobie przychodzę, zamykamy się w kinie i oglądamy, nikt nam nie przeszkadza. Ja zawsze powtarzam naszym widzom, że mają się tu czuć jak w domu. Wprowadziliśmy kino weekendowe, czasami przyjdzie 30 osób, a czasami mniej. Nikogo nie wypuszczamy bez obejrzenia filmu. Taka jest ideologia tego kina, że małymi krokami przyzwyczajamy naszych mieszkańców do obcowania z kinem, niekoniecznie multipleksowym.

Mamy piękne światowe kino, kino europejskie, mamy polskie stare kino z udziałem Dymszy czy Eugeniusza Bodo. Staramy się również emitować nowości. Odbywają się przeglądy filmów festiwalowych. Mieliśmy możliwość wyświetlenia takich filmów, jak Bogowie czy Lewiatan.

I jak przystało na prawdziwe kino, serwujemy również popcorn, a przed lub po projekcji soczki niegazowane, gorącą czekoladę. Kalkulując koszt i przekładając na atrakcje dla dziecka, wychodzi na to, że jesteśmy 4 razy tańsi, łącznie z popcornem, kawą i herbatą!

Kino to jest nasza chluba, taka nasza perełka. Oczywiście wiadomo, że musimy jeszcze je dopracować, np. kupić wygodne fotele. W tym celu złożyliśmy projekt do Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej. Być może dostaniemy jakieś środki, z których skorzystamy i doposażymy kino.

 

Co wówczas, gdy nie odbywają się seanse?

To nie jest sala przeznaczona wyłącznie na kino. Odbywają się tu spotkania autorskie, spotkania z aktorami, ostatnio z Ranczersami: Iloną Ostrowską – Amerykanką i Pawłem Królikowskim -Kusym.

Sala kinowa jest multimedialna. Mieliśmy tu piękną wystawę, gdzie wykorzystaliśmy ekran kinowy do prezentacji prac, które później przedstawiliśmy na żywo w drugiej sali wystawienniczej. Na tej sali możemy prowadzić szkolenia, odbywają się próby miejskiej orkiestry dętej.

 

Jakie sekcje działają w MOK?

Mamy bardzo aktywny Ośrodek Kultury, z 40 sekcjami. Możemy pochwalić się pięknie rozwiniętą sekcją plastyczną, malarstwa, rysunku architektonicznego, drukowania 3D. Jest matematyka na wesoło i zajęcia z robotyki LEGO. Mamy sekcję capoeira – to brazylijska sztuka walki połączona z tańcem i śpiewem. Są zajęcia indywidualne z baletu, które prowadzi tancerz Teatru Wielkiego, latino dla dzieci i zajęcia z tańca towarzyskiego, prowadzone przez fantastyczną tancerkę, Natalię Kudła. Dla maluchów od 0 do 3 lat zaplanowaliśmy zajęcia umuzykalniające.

W ofercie MOK jest też taekwondo dla dzieci, trochę inaczej prowadzone, bo ukierunkowane na bezpieczeństwo: jak rozmawiać z obcymi albo w ogóle nie rozmawiać, jak nie wziąć cukierka od osoby, której nie znamy. Świetnie działa sekcja karate, callanetics, pilastes, Fitj&Jumb (skoki na trampolinie), z oferty dla panów coraz bardziej popularny jest kettlebells – ćwiczenia te umożliwiają harmonijne kształtowanie sylwetki i bardzo poprawiają kondycję. Są zajęcia z gimnastyki artystycznej, prowadzone w języku angielskim, zajęcia ze sztuki cyrkowej, gimnastyka korekcyjna z elementami akrobatyki, pianino, perkusja, gitara elektryczna, aktorstwo, zajęcia wokalne dla dzieci. Jest tego naprawdę, bardzo, bardzo dużo. Nie sposób wszystkich wymienić. Mam to szczęście, że na razie trafiam na fantastycznych instruktorów.

 

Czy te zajęcia są odpłatne?

Sekcje funkcjonujące przy MOK są komercyjne. Staramy się, by ceny były na sensownym poziomie, jako jedyna instytucja w powiecie honorujemy Kartę Dużej Rodziny.

Utrzymujemy orkiestrę, chóry, teatr amatorski, który właśnie przygotuje się do swojej pierwszej premiery. Czerpiemy z dobrych wzorców.

 

Czy zawsze związana była Pani z kulturą?

Miałam dość dziwną ścieżkę w karierze zawodowej. Przez 13 lat pracowałam w księgowości i broń Boże nie wstydzę się tego, bo to dobry zawód. Ale mój temperament skłaniał mnie ku kulturze. Gdzieś tam we mnie drzemała dusza artystyczna…

Śmieję się, że na studiach skończyłam administrację i politologię, w międzyczasie rachunkowość, kontrolę i audyt. W końcu studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim na PSM Art – zarządzanie kulturą. Ale rzeczywiście z dnia na dzień zmieniłam zajecie, rzuciłam pracę księgowej za biurkiem i znalazłam się w radiu, w dziale reklamy i PR. Była to wspaniała przygoda, zdobyłam tam doświadczenie, nawiązałam ciekawe kontakty. Zrobiłam m.in. reklamę firmy kosmetycznej w Polskim RDC (wówczas Radiu dla Ciebie) z „lejdiskami”, poznałam Magdalenę Różdżkę, Izę Kunę, Edytę Olszówkę i Annę Dereszowską.

Praca w radiu była czymś innym, aczkolwiek bardzo mi pomaga w tym, co robię teraz. Bo moim zadaniem jest m.in. utrzymanie Miejskiego Ośrodka Kultury, pozyskiwanie sponsorów, gdyż wiadomo, że kultura jest bardzo droga. Jeśli chcemy mieć takie nazwiska jak Kayah, Kate Ryan, zespoły jak Wilki czy Blue Cafe, na to wszystko muszą być środki. Gdyby nie wsparcie sponsorskie, nie udałoby się połowy rzeczy zrealizować.

Każde doświadczenie, które nabyłam przez 20 lat pracy, jest dziś bardzo przydatne. Jestem dumna z tego, co już udało się zrobić. Gołym okiem widać zmiany w MOK. Powstała sala kinowa, udało się w salach zamontować parapety, postawić ściany, zlikwidować kraty, utrzymywać ten budynek w czystości, by było miło i schludnie. Trzeba pamiętać, że jest budynek po sklepie handlowym, mającym zupełnie inne przeznaczenie. Ale cały czas dążymy do tego, by to miejsce nabrało cech prawdziwego ośrodka kultury.

Zatrudnionych na etacie jest zaledwie kilka osób, razem ze mną siedem, pracujemy od godziny 9.00 do 22.00, również w soboty i niedziele, a obsługujemy 21-tysięczne miasto, biorąc pod uwagę tylko osoby zameldowane.

Dzięki projektowi unijnemu miasta Kobyłka udało nam się stworzyć w MOK telecentrum, z którego korzystają nie tylko uczestnicy zajęć, ale wszyscy mieszkańcy. Jest to kafejka internetowa w trochę lepszym wydaniu, z 6 stanowiskami komputerowymi i przyjazna na tyle, że pracownicy, uczą, pomagają, wspierają.

Czym jeszcze mogę się pochwalić? Może nie wszyscy o tym wiedzą, że do naszego ośrodka kultury przyjeżdżają takie osoby, jak Jary Os – Krzysztof Jareczewski, dawny lider i założyciel zespołu Oddział Zamknięty. Swoje próby ma u nas Krzysztof Zawadka, który grał z różnymi gwiazdami m.in. Kayah, i w świecie muzycznym jest bardzo rozpoznawalny, zespół 2LATE, którego wokalistą jest ojciec „Blueswomanki” – Jagódki Krystek.

I jeszcze kilka innych zespołów.

 

Jakie stawia Pani przed sobą cele na kolejne lata?

Trzeba wyremontować całą piwnicę, kilka sal, zrobić nowe podłogi, marzy mi się sala widowiskowa z prawdziwego zdarzenia.

Zawsze wychodzę z jednego założenia: dyrektorem się bywa, a nie jest. Dziś jestem, za chwilę może mnie tutaj nie być. Ale moim marzeniem jest, że jak sobie stąd pójdę, bym miała tę świadomość, że zrobiłam kawał dobrej roboty, z której mogę być dumna. Że włożyłam swój wkład w miejsce, w którym mieszkam.

 

Jak wygląda program MOK na najbliższy okres?

Teraz realizujemy nowy projekt: Kobyłkowską Familiadę. Polega on na tym, że nasi mieszkańcy po złożeniu formularza konkursowego otrzymują Paszport Familijny, w którym odnotowujemy punkty za ich aktywność w mieście. Punktujemy naszych mieszkańców za to, że czytają książki, chodzą do kina, przynależą do Klubu Seniora czy Akademii Dziecięcej itd.

Chcemy w ten sposób zaktywizować naszych mieszkańców, a przy okazji zachęcić do tego, by odprowadzali podatki do kasy miejskiej. Ambasadorem projektu jest Karol Strasburger, a zakończenie akcji i wręczenie nagród odbędzie się podczas Dni Kobyłki. W tym projekcie udział bierze MOK, Urząd Miasta, Ośrodek Sportu i Rekreacji i Biblioteka Miejska.

Nie wyobrażam sobie funkcjonowania domu kultury bez ścisłej współpracy z miastem i jego wydziałem promocji. Wszystkie imprezy organizujemy razem, w dobrej harmonii.

Mamy dużo fajnych pomysłów, planów i marzeń. Na wszystko musimy znaleźć sponsorów, zdobyć środki. Ale działamy cały czas. Teraz szykujemy się do Dnia Kobiet. Przygotowujemy wystawę poświęconą pracom naszego, niedawno zmarłego, dokumentalisty, Tadka Ślepowrońskiego. Chcemy pokazać, że coś dla tego miasta zrobił. Przed nami wystawa poświęcona pani Marii Balickiej.

Za moment Kiermasz Wielkanocny i IV edycja Festiwalu Wielkopostnego – to też działania, które wprowadziłam i są popularne w naszym mieście. Od razu zaznaczam, że nie jesteśmy konkurencją dla Festiwalu Perła Baroku. Gramy inną muzykę – wielkopostną, sakralną, w Kościele Kazimierza Królewicza. Już w marcu kolejne koncerty.

Ze stałych punktów wymienię Dni Kobyłki, Dzień Dziecka, Piknik Rodzinny – Imieniny Stefanówki, Liryki o Niepodległej, Koncert na Trzy Chóry na Trzech Króli, Konkurs o Powiecie Wołomińskim w języku angielskim, wieczory tematyczne, muzyka żydowska i wiele innych. Cały czas coś się dzieje w MOK.

Na zajęcia z językiem angielskim na wesoło, prowadzone przez obcokrajowców, a zorganizowane w ramach akcji Zima w mieście przychodzi 90 dzieci.

Zawsze mamy bardzo dużo chętnych, zarówno w lecie jak i zimie. Czym się wyróżniamy w powiecie? Jesteśmy tani. Nigdy nie pobieramy 100% płatności od dzieci – Miasto nas w tym wspiera finansowo. Dzieci chcą do nas przychodzić i to jest dla nas największą radością, powodem do dumy i nagrodą. Wszystko to, co sobie ułożyłam, o czym mówiłam ubiegając się o to stanowisko, zrealizowałam. I z tego jestem dumna najbardziej.

Share

About Author

t.sobiech@2takty.com